Miłującym zwierzęta filozofem lub filozoficznym przyjacielem zwierząt był również Artur Schopen­hauer. Już samo umeblowanie mieszkania świadczyło 0    jego canofilii. W gabinecie bowiem wisiały obrazy’ psów pędzla takich malarzy zwierząt, jak Elias, Ridin- ger i William Woolett. Sam miał białego pudla, które­go zgodnie ze swymi filozoficznymi skłonnościami ochrzcił imieniem Atma (słowo pochodzące z sanskrytu oznaczające „duszę”.Przechodnie uliczni mogli często oglądać Atmę wy­legującego się w oknie mieszkania Schopenhauera. Każdego popołudnia filozof szedł na spacer ze swym pudlem i rozmawiał z nim wtedy po angielsku. A kie­dy Atma po dziesięciu latach zdechł, Schopenhauer nosił po nim żałobę jak po człowieku, aczkolwiek wkrótce postarał się o jego następcę. Atma II przeżył swego pana, i przeżył zresztą dostatnio, gdyż Schopen- . hauer zadokumentował swą ścisłość, i skrupulatność; myślenia również i w tej dziedzinie, przyznając psu w testamencie dożywotnią rentę. Margareta Schrepp, gospodyni Schopenhauera, otrzymała pudla pod opiekę i przesiedliła się z nim do Heidelbergu.

W ogóle zresztą poglądy Leibniza na psy nie miały zdaje się zbyt mocnych podstaw zoologicznych. Nie­wątpliwie na zwykłej iluzji opierało się jego doniesie­nie do Paryskiej Akademii Nauk, dotyczące psa umie­jącego mówić. Filozof w „miesiącu Chrystusowym” .roku 1714 osobiście „słyszał i widział” to zwierzę w Zeitz. Sam wygląd czworonoga nie zapowiadał nic niezwykłego, przeciwnie był bardzo podobny do wszy-stkich innych wiejskich psów. Wymawiał jednak wiele niemieckich słów, a ponieważ Tee (herbata), -Kaffe (kawa), Schokolade (czekolada) lub Assemblee (zgro­madzenie) są słowami bardzo popularnymi w Niem­czech, nauczono go ich właśnie. Nauczycielem psa, jak informuje nas Leibniz, był chłopak wiejski z Weissenfels.

Jego zainteresowanie okazywane czworonogom znalazło swój wyraz w pewnej wesołej anegdocie., Oto jakiemuś wynalazcy miało się. udać zmiękczanie kości do tego stopnia, że nawet ludzie mogli je spożywać. Nasz filozof więc zwrócił się do zespołu złożonego z psa myśliwskiego, bolończyka i psa kanapowego wzruszającymi słowy, aby zrezygnowały z korzystania z tego wynalazku, gdyż co stanie się z ogółem psów, kiedy już nie będzie kości, które prze-: cież od czasu potopu są ich głównym pożywieniem! A jaki będzie los człowieka, kiedy psy wskutek braku tego odżywczego pokarmu opadną z sił i obniży się ich wydolność: kiedy pies ‚ wartowniczy już nie będzie mógł pełnić służby, pies myśliwski — naganiać zwie­rzyny, owczarek pilnować stad przed wilkami, a nawet kiedy mały bolończyk nie zdoła nic zdziałać przeciwko  obcym amantom, nagabującym jego właścicielkę!

Dwa psy zostały w Hartsdale uczczone przez insty­tucje: jeden, który przecierpiał wiwisekcję, za co mu pomnik wystawiła Liga Antywiwisekcyjna, drugi zaś to „Nieznany pies wojskowy” — uczczony olbrzymim ^ -pomnikiem na samym szczycie cmentarza.  Niezliczone nadto są prywatne psie cmentarze. Tutaj wspominamy tylko o tym, który znajduje się w parku . willi Wahnfried w Bayreuth. W głowach jego własnego grobu spoczywają psy wielkiego kompozytora, a uprzywilejowane miejsce zajmuje pewien bernardyn. „Tu spoczywa i czuwa Russ Wagnera!” — głosi napis na tablicy. Liczba sławnych ludzi, którzy przyjaźnili się z psa­mi, jest wielka. Wśród filozofów należy do nich przede wszystkim Leibniz.

Ów cmentarz urządzono w 1896 roku. Specyficzny wygląd nadają mu rzeźby, pomniki, pła­skorzeźby-w marmurze, bazalcie, brązie nad grobami . psów. Napisy mówią, czym te psy były kiedyś dla swych panów: „Byłeś naszym ulubieńcem”, „Odczu­wamy żal po naszym miłym towarzyszu”, ,*Tu spoczy­wa Bella, nasza przyjaciółka”, „Słodki byłeś, ty nasz mały Billu”, „Kulo śnieżna! Twoja pamięć nigdy nie zamrze w naszym sercu”, „Spij słodko, Ben!”. Kisch znalazł tam jednak zdanie znaczące coś więcej niż te sentymentalne napisy, mijane przez obcych przechodniów bez głębszego wrażenia, a co najwyżej odczytywane na pół ze śmiechem, a na pół zaledwie z prawdziwym współczuciem. Oto rzeczywiście piękne słowa. Jack, as ever preceeds his master a few steps . (Jack, jak zwykle, parę kroków przed swym panem).