//////

Z psem przez stulecia

Z początku mnisi wykonywali wszelką swą miłosier­ną dla bliźnich pracę — sami. Aż do pierwszej połowy XVII wieku żaden dokument dotyczący schroniska nie zawiera jakiejkolwiek wzmianki o psach. W obszer- ‚ nym opisie schroniska z 1644 roku, informującym wy­czerpująco o regulaminie dnia obowiązującym w klasz­torze i czynnościach służbowych ciążących na mnichach w zakresie dbania o dostępność przełęczy oraz spiesze­nia z pomocą podróżnym, o psach nie ma ani słowa. Musiały się jednak zjawić wkrótce, gdyż na obrazie / pochodzącym z 1660 roku możemy już oglądać ber? nar dyny. Dzieło to przypisuje się neapolitańskiemu malarzowi Salvatorowi Rosie, działającemu we Florencji i Rzymie, który obok obrazów biblijnych i batalistycz­nych malował także romantyczne krajobrazy górskie.

Szwajcarski autor, opisując oberwanie się lawiny, .w toku swych wywodów wspomina o „niezwykle wiel­kich psach” (des chiens d*une grosseur extraordinaire) ‘ wyszkolonych na przewodników, a w razie niebezpie­czeństwa pełniących służbę ratowniczą. Lecz widać nie uważa, aby przytaczał czytelnikowi jakąś nowość i informował o czymś, czego jeszcze, nikt nigdy nie sły­szał. Psy zatem musiały już dłuższy lub krótszy okres  czasu pełnić tam swe powinności.Ale skądże się wziął nasz bernardyn?Niełatwa to praca, jęśli chce się nakreślić linie roz­wojowe poszczególnych ras, a gdyby się je miało do­prowadzić aż do punktów wyjściowych, z pewnością nie byłoby to zabaweczką.

Kiedyś, gdy zapytano. go,  ‚jaka jest siła tych zwierząt, bez wahania uznał dogi źa najbardziej bojowe istoty, jakie kiedykolwiek widział. ; .Trzymały one .w szachu wszystkie inne zwierzęta : -uczestniczące w pokazie, aczkolwiek były zarazem zu­pełnie uległe pogromcy.’ Keller. przypuszcza, że dogi zawędrowały dzięki Aleksandrowi do Epiru, północno-zachodniego krańca .starożytnej Grecji północnej. Była tam-miejscowość .-Molossis, w której rósł „święty dąb”, odwiedzany przez -pielgrzymów z całego świata. Tłumy przybyszów jak ‚się zdaje załatwiały przy sposobności swoje sprawy ko­mercjalne, między innymi zaopatrywały się tutaj w psy.

Od nazwy Molossis pochodzi nazwa molosyjczyk, którą nadawano kupowanym tu psom, potomkom wilka tybetańskiego. Jak wyglądały owe molosyjczyki, mamy tylko skąpe wiadomości. Najlepiej chyba informują nas o ich eksterierze wizerunki wytłoczone ha lampkach- glinia­nych. Wykopano je mniej więcej przed pół wiekiem w Windisch, we wsi szwajcarskiego’kantonu Aargau, j gdzie w pierwszym stuleciu naszej ery znajdowała się ; rzymska kolonia Vindonissa. Rysunki te przedstawiają ! nam silnie zbudowanego, długowłosego psa ze zwisa­jącymi, uszami.          ‚ Rzymianie poznali więc molosyjczyka’ w Epirze, j oswoili:go i zaczęli używać do różnych celów.

Sła­wetne Cave canem, wypisane’na drzwiach i progach ich domostw, mające ostrzegać przed leżącym w ukry­ciu czujnym i złym psem domowym,, odnosiło się najwidoczniej właśnie do molosyjczyka. Popisywał się on także na arenach. Kiedy Rzymianie przekroczyli wąwozy Alp, dogi pilnowały trzód, które że sobą za­bierali. Z biegiem czasu molosy jeżyki rozpowszechniły . się w dolinach alpejskich oraz w północnych bra-: i mach wylotowych Alp. Przypuszcza się,.iż’istniały dwie fazy imigracji, z których w pierwszej ‘ przywę- ~ drowały psy tej rasy, ale lżejszej odmiany, zaś dopiero’ – w następnej, przypadającej na pierwszy lub drugi wiek naszej ery, przybyła odmiana cięższa. Ta ostatnia uchodzi za bezpośredniego przodka bernardyna.